Kontrowersje

Przedstawiamy dziś [film z konferencji TED][3], w którym [Michael Specter][1], autor książki „Denialism” opowiada o rosnącym strachu przed nauką. Ostrzega nas przed trendem, który dla rozwoju ludzkości może okazać się katastrofalny w skutkach. Czas trwania: 16 minut.

Szerokim echem ([Sceptico][1], [Orac][2]) w angielskojęzycznej blogosferze odbiła się informacja, że [Towarzystwo Homeopatów][3] próbowało doprowadzić do usunięcia wpisu blogowego pt. „[Szlachetna sztuka homeopatycznego zabijania][4]” z serwisu The Quackometer. Jako że w internecie nic nie ginie, wpis natychmiast został powielony przez kilkadziesiąt portali i blogów racjonalistycznych. Poniżej przedstawiamy jego tłumaczenie.

Szlachetna sztuka homeopatycznego zabijania

(The Gentle Art of Homeopathic Killing)
by Le Canard Noir, The Quackometer

Mija rok, odkąd [Sense about Science][5], [Simon Singh][6] oraz program [BBC Newsnight][7] zdemaskowały powszechną praktykę homeopatów: twierdzenie, że ich magiczne pigułki zapobiegają malarii. Stowarzyszenie Homeopatów nie zrobiło prawie nic, aby zlikwidować te niebezpieczne praktyki, poza kilkoma niejednoznacznie sformułowanymi komunikatami prasowymi.

W miesięczniku „Charaktery” z października 2008 roku ukazał się artykuł pod tytułem „Stres, który zaszedł za skórę”, autorstwa Patrycji Kozery. „Autorstwa” to zbyt dużo powiedziane, gdyż 70% artykułu składa się z treści skopiowanych z naszego Forum.

Tu omówię pozostałe terapie niekonwencjonalne i ich źródła. Pozostałe części notki: [1][1] i [2][2].

Homeopatia i inne alternatywne metody leczenia a nasza kultura cz.1

W tej części notki przedstawię możliwie skrótowo historię homeopatii i innych alternatywnych metod leczenia i wnioski z tego płynące. Tu zajmę się dwoma najczęściej stosowanymi metodami: homeopatią i akupunkturą.

Mam nadzieję że po dłuższej przerwie pozwolicie mi napisać mały, króciutki wpisik o tym, czym naprawdę jest medycyna zwana niekonwencjonalną. Myślę że tyle wystarczy, bo po co pisać potem o tym samym w kółko, prawda?

[Na Racjonaliście][1] pojawiło się tłumaczenie [artykułu Philipa Plaita][2] pt. „Homeopatia zabija”. Jest to artykuł dotyczący wielu osób odwiedzających nasz serwis, dlatego pozwolę sobie przytoczyć fragment. Do przeczytania całości zapraszam na Racjonalistę.

Ben Goldacre

[The Guardian][1]

Sobota 6 października 2007

Tłumaczenie artykułu [The trouble with herbals][2], za zgodą Autora.

[Ostatnie wiadomości][3], że ziołowe środki mogą być nieskuteczne lub niebezpieczne, są już nudne. Pójdź jednak ze mną w podróż poprzez czas (czas… czas…), aż do początków medycyny.

Choroby atopowe, takie jak AZS, astma czy alergiczny nieżyt nosa wydają się być niezmiernie rzadkie w takich społecznościach jak Papuasi albo australijscy Aborygeni wiodący taki tryb życia jak ich przodkowie. W tradycyjnych językach afrykańskich brakuje słów na określeń astmy czy egzemy. Jednak wynalazki XX wieku pomału zaczęły wkraczać i na te tereny. Wiadomo też, że gdy tylko ci ludzie zaczęli żyć zgodnie z zachodnioeuropejskimi normami, szybko zaobserwowano u nich wzrost zachorowań na choroby atopowe. Powiązano to z roztoczami kurzu domowego oraz zanieczyszczeniem środowiska. Czy taki związek faktycznie istnieje? A jeśli tak – czy ma on jakieś większe znaczenie?

Ostatnio u mnie na blogu ktoś w komentarzu napisał: to co roślinne, naturalne nie ma skutków ubocznych, tylko to co wytworzyli ludzie zawsze ma. No cóż, pozostało mi tylko się nie zgodzić, pomyśleć sobie o tym jak silny wpływ na ludzkie myślenie mają media reklamujące co chwila coś naturalnego i… Podać przykład, moim zdaniem bardzo prozaiczny. Weźmy na przykład morfinę. Morfina pochodzi przecież z „natury”, z główek maku lekarskiego a każdy kto choć przez sekundę uważał na biologii wie, że to roślina.

Niedawno znajoma zagadnęła mnie na jabberze, żeby pochwalić sposób w jaki napisałem [krytykę medycyny alternatywnej][1], choć, jak sama to określiła, sama „jest po drugiej stronie”. Znam ją (internetowo) już od kilku lat, uważam ją za generalnie rozsądną osobę, szanuję jej zdanie, oraz, co najważniejsze, uważam że warto z nią rozmawiać.

Znajoma opowiadała o ostatnich stadiach ciężkich chorób nowotworowych, kiedy dla pacjenta nie ma już właściwie nadziei, i tak czy siak nie stosuje się już żadnych terapii, operacji ani naświetlań. Twierdziła, że w takich sytuacjach metody alternatywne poprawiają samopoczucie i komfort.

„Nikt nie mówi że leczą, jeno że _pomagają_” — powiedziała.

Często dyskutuję na forum z osobami które mają skłonność do medycyny alternatywnej. Szczególnie kiedy opisują, jak pomogła im cudowna metoda X, zadaję pytania w stylu „skąd wiesz, że to akurat X Ci pomogło?” Nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi, szczególnie że powiedzenie „bo się lepiej czuję” nie załatwia sprawy; zawsze można się lepiej poczuć z jakiegoś innego powodu, na przykład czegoś co wystąpiło w tym samym czasie.

Osoby które stają w obliczu tego (całkiem słusznego) pytania stroszą się, robią różne uniki, począwszy od gry w pomidor („bo mi pomogło”, „bo się lepiej czuję”) do zadeklarowania że wyłączają się z dyskusji, i poinformowania mnie, że nie było ich intencją wszczęcie polemiki, ale „dotarcie do ludzi”. Ten ostatni przykład jest o tyle ciekawy, że mój rozmówca sugeruje, że powinienem się przejmować intencją, z jaką pisał.

Przeglądając dziś stare posty na Forum, przeczytałem też taki: Dostaliśmy dziś Sapdu Clean Liquid Waschnuss, na opakowaniu napisane jest że środek ten do prania jest bez żadnej chemii, dodatkowo jest on przeznaczony dla alergików. Wypróbowałam ten płyn – wyprałam w nim ubranka synka. Okazało się że faktycznie jest to delikatny środek, nie podrażnił skóry mojego dziecka, przy tym dość dobrze pierze, a pranie nie pachnie żadną chemią ☺️ Producent tego płynu może stać się bogaty.

Znacie ten fragment filmu Żywot Briana?

Brian: Słuchajcie, zupełnie źle to zrozumieliście. Nie musicie mnie słuchać. Nie musicie słuchać nikogo! Musicie myśleć samodzielnie! Jesteście wszyscy odrębnymi osobami!

Tłum: Tak, jesteśmy wszyscy odrębnymi osobami.

Brian: Każdy z was jest inny!

Tłum: Tak, każdy z nas jest inny.

Człowiek z tłumu: Ja nie.

Tłum: Ćśśśś!

W rozmowach na temat zdrowia, a szczególnie alergii, można usłyszeć to, co mówił Brian: że każdy jest inny. Tyle, że Brian mówił tutaj o samodzielnym myśleniu, natomiast w kontekście zdrowia mówi się o organizmach: każdy jest uczulony na co innego.

Swego czasu na forum zrobiło się głośno na temat kliniki w Gelsenkirchen. Bywalcy wiedzą o co chodzi ☺️Nie będę więc się rozpisywać na jej temat, ale powiem coś niecoś z moich wypraw do naszego zachodniego, germańskiego sąsiada. Otóż z trzech na cztery moje pobyty tam byłam dość niedaleko tej miejscowości. I wiecie co? Nikt o żadnej klinice leczącej AZS i inne choroby alergiczne za pomocą psychoterapii tam nie słyszał, ani lekarze ani pacjenci.

Kiedy [Samuel Hahnemann][1] eksperymentował ze swoim pomysłem, medycyna była wciąż w powijakach. Wciąż jeszcze nie było konsensusu odnośnie sposobu szukania dobrych metod leczenia.

Zdarza się tak, że osoba z dyplomem lekarza poleca leki homeopatyczne i inne niepotwierdzone metody leczenia. Kodeks etyki lekarskiej wyraźnie mówi, że jest to coś, czego lekarz robić nie powinien. Mamy więc konflikt: czy ufać tej osobie, ponieważ ma tytuł lekarza? Czy zakwestionować te praktyki pomimo posiadania przez tę osobę dyplomu?

Pozwolę sobie na wpis, w którym pokażę, kim są błyszczący wiedzą a czasem nawiedzeni ludzie o „cudownych” właściwościach. Korzystam tu ze wstępu do 6 rozdziału książki „Alergia” Lindy Gamlin oraz z lektury portalu [www.psychika.net][1] i Wikipedii, a także własnych przemyśleń.

Termin „holistyczna” odzwierciedla moje głębokie przekonanie, że to, na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę, to wzajemna łączność między wszystkim, co istnieje. Nie zajmuję się takimi drobiazgami jak proszek do zdejmowania odcisków palców, fantazmatyczne kłaczki z czyichś kieszeni czy wreszcie te idiotyczne ślady stóp. Przez rozwiązanie każdego problemu rozumiem wytropienie właściwego wzorca w sieci wzajemnych powiązań. Związki pomiędzy przyczyną a skutkiem są często o wiele bardziej subtelne i złożone, niż moglibyśmy się spodziewać przy naszym tradycyjnym i prostackim rozumieniu zjawisk świata fizycznego, pani Rawlinson. Pozwoli pani, że podam przykład. Jeśli idzie pani do lekarza leczącego akupunkturą i skarży się na ból zęba, on wbija pani igłę w udo. Czy wie pani dlaczego, pani Rawlinson? Nie? Ja też nie wiem, droga pani Rawlinson, ale tego się właśnie mamy zamiar dowiedzieć. Miło było z panią rozmawiać, pani Rawlinson. Do widzenia.

Na wielu wyspach południowego Pacyfiku istnieją religie, w których ludzie darzą kultem duchy przodków. Podczas wojny autochtoni widzieli samoloty lądujące z mnóstwem wspaniałych dóbr i pomyśleli, że zostały one przysłane Amerykanom z zaświatów przez duchy. Zaczęli więc naśladować Amerykanów. Pobudowali pasy startowe, rozpalili po obu stronach ogniska, postawili szopę, gdzie siedzi człowiek z drewienkami na głowie, które udają słuchawki, i kijami bambusowymi, które udają anteny (kontroler ruchu) – i czekają na lądowanie samolotów. Robią wszystko zgodnie z zaobserwowanymi regułami. Doskonale naśladują wszystkie formy. A jednak metoda nie sprawdza się. Samoloty nie lądują. Wyspiarzom to jednak nie przeszkadza…

Często słyszy się głosy o pomyłkach dotyczących diagnoz – że zamiast zakażenia pasożytami zdiagnozowano AZS. Jak to jest naprawdę? Aby zweryfikować, co jest prawdą, a co mitem, zajrzałam do Wikipedii, a wcześniej zaglądałam do różnych książek. Według nich, najczęstszym pasożytem występującym w Polsce są lamblie. Dotykają one aż 20% dzieci i 3% dorosłych. Zakażenie jest wynikiem niedostatecznej higieny, tam gdzie pola są nawożone zawartością szamba i tam, gdzie nie myje się rąk (małe dzieci często nie przestrzegają zasad higieny, ciężko też to od nich egzekwować).

Główny zarzut pod adresem medycyny alternatywnej to brak eksperymentalnego potwierdzenia skuteczności. Osoby broniące medycyny alternatywnej zazwyczaj odpowiadają, że metod alternatywnych nie da się przetestować, ponieważ stosuje się tam, uwaga, indywidualne podejście do pacjenta. W związku z tym indywidualnym podejściem nie można wziąć po prostu grupy pacjentów z AZS i podać im tego samego specyfiku.

Czy rzeczywiście z powodu indywidualnego podejścia nie można testować metod alternatywnych? Argument ten jest najczęściej używany przez homeopatów, więc skupię się na tym przykładzie.

Kiedyś pisałem o [homeopatii w obliczu podwójnie ślepej próby][1], dając link do filmu na którym James Randi wyjaśnia zasady homeopatii. Film był fragmentem z wykładu w Princeton w 2001 roku, i był po angielsku. Dla tych, którzy lubią filmy z polskimi napisami, mam dobrą wiadomość! Zrobiłem polskie napisy! Proszę bardzo:

[James Randi wyjaśnia zasady homeopatii – z polskimi napisami][2].

Miłego oglądania!

Polskie prawo farmakologiczne zawiera bardzo ciekawy zapis. Otóż leki homeopatyczne, tam nazywane „produktami leczniczymi homeopatycznymi”, nie wymagają wykazania ich skuteczności. Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Poszukałem więc w prawodawstwie, i znalazłem ten zapis.

Pytanie do czytelników: czy zgadzacie się z wymową poniżej streszczonego artykułu? Jakie błędy popełniono w poniższej analizie? Czy wyciągnięto prawidłowe wnioski? Prosimy o komentarze.

Naczelna Rada Lekarska negatywnie ocenia stosowanie homeopatii i pokrewnych nienaukowych metod przez niektórych lekarzy i lekarzy dentystów, a także organizowanie szkoleń w tych dziedzinach – napisano w oświadczeniu NRL, które PAP otrzymała 15 kwietnia. NRL podkreśliła, że narasta liczba dowodów, iż homeopatię należy zaliczać do nienaukowych metod tzw. medycyny alternatywnej, która proponuje stosowanie bezwartościowych produktów o niezweryfikowanym naukowo działaniu. „Rada wyraża zaniepokojenie, że część lekarzy i lekarzy dentystów jak również niektóre organizacje lekarskie i uczelnie medyczne angażują się w popularyzację homeopatii i pokrewnych metod, służąc pomocą w organizacji szkoleń i działań mających na celu legitymizowanie oraz promocję homeopatii” – podkreślono w oświadczeniu.

[Za Skeptico][1]

Po ostatnich odkryciach, że leki na receptę – włączając antybiotyki, anty-konwulsanty, stabilizatory nastroju i hormony płciowe – zostały znalezione w wodzie pitnej w Stanach Zjednoczonych, ujawniono, że inny zespół odnalazł leki homeopatyczne w wodzie kranowej:

W trakcie pięciomiesięcznych badań, nasze zespoły wykonywały testy wody pitnej 24 metropolii na obecność licznych preparatów homeopatycznych, włącznie z Arsenicum Album, Belladonna, Kali Carbonicum i Aurum Metallicum. Pomimo wykonania wielu wersji testów, oraz pomimo użycia najbardziej zaawansowanego sprzętu jaki był dostępny, nie byliśmy w stanie znaleźć nawet jednej molekuły z preparatu homeopatycznego w żadnej z próbek wody wodociągowej, które badaliśmy. O ile w przypadku leków allopatycznych nie stanowi to żadnego problemu, środki homeopatyczne są tym mocniejsze, im bardziej są rozcieńczone. To oznacza, że próbki wody które testowaliśmy, zawierające zero molekuł na przykład, Arsenicum Album, mają maksymalną możliwą siłę działania, i jako takie, mogą stanowić poważne zagrożenie dla amerykańskiego społeczeństwa, które nieświadomie przyjmuje te potężne środki homeopatyczne.

Współcześni cudotwórcy-uzdrawiacze są nadzwyczajnymi sprzedawcami. Grają na obawach. Zajmują się dostawą nadziei. A kiedy już cię mają, potrafią przekonać, byś wracał po więcej… i więcej… i więcej. Rzadko kiedy ich ofiary zdają sobie sprawę z tego, jak często i jak zręcznie są oszukiwane. Czy matka, która zadowolona z siebie, podaje dziecku witaminy, zastanawia się nad pytaniem, czy ono rzeczywiście ich potrzebuje? Czy abonenci pism o „zdrowej żywności” wiedzą, że artykuły napisane są w sposób tendencyjny, aby napędzić sprzedaż produktów firm zamieszczających reklamy w tych pismach? Na ogół tego nie wiedzą.

Nieskuteczne metody leczenia są jak kłamstwa…

Wydaje się jednak, że ludzie lubią być okłamywani. Badania TNS OBOP wykazują, że 56 procent Polaków uważa, że homeopatia jest skuteczną i dobrą metodą leczenia, a 62 procent społeczeństwa ufa lekarzom zapisującym leki homeopatyczne.

Na naszym Forum często pojawiają się osoby, usilnie próbujące namówić nas na zakup tzw. leków naturalnych. Na uzasadnione wątpliwości co do skuteczności tych specyfików, zwykle [odpowiadają][1]: „trujcie się chemią skoro nie chcecie spróbować naturalnych środków”. Czy rzeczywiście „naturalne” jest lepsze od „chemii”?

Przykładowo, korę wierzbową używa się od wieków jako środka przeciwgorączkowego, przeciwzapalnego i przeciwbólowego. Faktycznie stosuje się ją podobnie do tego, jak my stosujemy aspirynę. Nie jest to zaskakujące, ponieważ już w 1838 roku chemicy zidentyfikowali aktywny składnik kory wierzbowej jako kwas salicylowy – od salix, botanicznej nazwy rodziny wierzbowatych – którego syntetyczną postacią jest kwas acetylosalicylowy, lepiej znany jako aspiryna. Gdybyś wziął tabletkę czystego, naturalnego kwasu salicylowego wyciągniętego z wierzby i tabletkę chemicznego kwasu salicylowego wyprodukowaną w fabryce Bayera, żadnymi znanymi metodami nie udałoby się stwierdzić różnicy między nimi. Obie składają się z tych samych cząstek subatomowych tworzących identyczne atomy, które są skupione w identyczny sposób, tworząc identyczne molekuły. Chemik nie potrafi znaleźć różnicy i zielarz nie potrafi znaleźć różnicy. Zresztą nawet zielarz, który wierzy, że istnieje różnica, nie potrafi jej znaleźć.

Nieskuteczne preparaty są jak kłamstwa.

W książce Marka Haddona „Dziwny przypadek psa nocną porą” główny bohater tłumaczy, dlaczego nie kłamie. Jego matka twierdzi, że Christopher nie kłamie, bo jest dobrym człowiekiem. Ale on sam mówi, że powód jest inny. Nie kłamie dlatego, że nie potrafi.

Polecam dzisiaj książkę Johna Diamonda pt. „Cudowne mikstury i inne troski”. Autor był znanym dziennikarzem brytyjskim, pisał felietony do Timesa, Guardiana, Daily Mail i.in. Był również prezenterem radiowym i telewizyjnym. Umarł na raka krtani w 2001 roku. A oto krótki fragment na zachętę: (…) jakie mam zastrzeżenia do alternatywizmu? Gdyby alternatywiści byli w tej sytuacji uczciwi, nie miałbym żadnych. Gdyby mówili: “Mamy pewne przydatne psychologiczne techniki, mogące pomóc ludziom odzyskać kontrolę nad ich własnym życiem, żeby czuli, że traktuje się ich poważnie, żeby – przynajmniej na pewien czas – pozbyli się poczucia alienacji”, to nie widziałbym żadnego problemu, i faktem jest, że wielu psychologów i psychoterapeutów mówi to, choć może nie w ten sposób.

Ostatnio na forum tajfunek23 napisała o tym, co [powiedział jej ktoś w szpitalu][1]. Otóż było to:

(…) że nie powinnam wychodzić za mąż i mieć dzieci bo skoro to jest choroba genetyczna i moje dziecko miałoby też mieć takie problemy jak ja (…)

Są tutaj dwie sprawy. Pierwsza, że sugerowanie komuś, że powinien czy nie powinien mieć dzieci, jest nie do przyjęcia. Mógłbym tutaj wyszukać źródła i napisać więcej, ale na razie ograniczę się do tego co już napisałem.

Tekst przetłumaczony ze strony <http://www.quackwatch.com/01QuackeryRelatedTopics/quackdef.html>

Znachorstwo: Jak je zdefiniować?

Stephen Barrett, M.D.

W języku angielskim znachorstwo (quackery) pochodzi od słowa quacksalver (ktoś, kto chwali się umiejętnościami w robieniu maści i temu podobnymi). Słowniki definiują quack jako „samozwańczego medyka; szarlatana” oraz „kogoś, kto pretensjonalnie wypowiada się bez dobrej znajomości tematu.” Te definicje sugerują, że promocja znachorstwa oznacza naumyślne zwodzenie, ale wielu zwolenników szczerze wierzy w to, co robią. FDA definiuje oszustwo medyczne jako „promocję, dla zysku, preparatu medycznego, znanego jako fałszywy lub niepotwierdzony.” To może powodować nieporozumienia z powodu potocznego — oraz przed trybunałem — użycia; słowa „oszustwo” wiąże się ze świadomym zwodzeniem. Główna charakterystyka znachorstwa to promowanie, raczej niż oszustwo, chciwość czy mylne informacje.

Za ciężkie pieniądze sprzedawał chorym na nowotwory lekarstwo, które miało im uratować życie. Cudowna mikstura okazała się jednak nieskomplikowaną mieszanką ziół i soków warzywnych. Oszust stanie niebawem przed warszawskim sądem. Zygmunt B. jest z zawodu budowlańcem, z urodzenia warszawiakiem. W całej Polsce zasłynął jednak jako profesor lub biochemik stojący na czele grupy naukowców pracujących nad nowatorskimi metodami zwalczania komórek rakowych. Mówiono o nim „znachor” lub „szaman”. Pełny artykuł.

Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu z bloga Bad Science, „[The End of Homeopathy?][1]”, autorem tekstu jest Ben Goldacre.

Raz za razem, rzetelnie przeprowadzone badania naukowe wykazują, że preparaty homeopatyczne nie działają lepiej od zwykłego placebo. Więc dlaczego klnie się na nie tak wiele sensownych osób? I dlaczego homeopaci uważają, że padają ofiarą kampanii oszczerstw? Ben Goldacre podąża śladem sfałszowanych statystyk, podrobionych ankiet i ludzi oszukujących samych siebie.

[Ben Goldacre][2]

[The Guardian][3]

piątek, 16 listopada 2007

Niektóre aspekty znachorstwa są nieszkodliwe – lub nawet dziecinne – i są też takie, które są naprawdę poważne. We wtorek, ku mojemu zachwytowi, autorka Jeanette Winterson uruchomiła naukową obronę homeopatii na stronach Guardiana. Użyła tam słowa „nano” w bezsensowny sposób, zasugerowała, że homeopatia odgrywa rolę w leczeniu HIV w Afryce, oraz mówiła że artykuł w Lancecie nawołuje lekarzy, aby mówili swoim pacjentom że homeopatyczne „leki” nie działają.

Jakiś czas temu [rzuciłem na forum propozycję][1] założenia na Atopedii artykułu o Alveo. Zapytałem dlatego, że osobiście jestem nastawiony do Alveo bardzo sceptycznie i gdybym sam pisał ten artykuł, to pewnie napisałbym go w bardzo sceptycznym tonie, a chciałem dać szansę zwolennikom preparatów które nie działają. Czasami próbuję być miły. Ale nikt nie odpowiedział na moją propozycję, więc przyjąłem że mogę [artykuł o Alveo][2] napisać sam, więc go napisałem.

Przeglądając [Atopedię][1] trafiłem niedawno na artykuł o wdzięcznym tytule „Geneza AZS i podstawy terapii według kliniki medycyny homeopatycznej Gelsenkirchen w Niemczech”. Przeczytałem go, i włosy stanęły mi dęba. Pomijając samą [kwestię homeopatii][2], są tam na przykład takie kwiatki:

Postępowanie w klinice w Gelsenkirchen zakłada, że sytuacje [stresowe][3] mogą być odpowiedzialne za powstanie neurodermitis. Każda choroba chroniczna powstaje poprzez uczucie, które niespodziewanie obejmuje daną osobę, i które jest porównywalne z szokiem. W przypadku neurodermitis jest to uczucie rozstania. Osoba chora boi się rozstań.

Osoba chora boi się rozstań, tak? A zdrowa nie? Zastanawiam się, w jaki sposób doszli do tego wniosku. Prawdopodobnie wzięli osobę z AZS i zapytali się: Czy przechodziła Pani kiedyś bolesne rozstanie? A pacjentka odpowiada: Tak! Ach, czyli AZS ma związek z rozstaniami!

Po raz pierwszy, sam już nie wiem od jak dawna, w ogóle się nie drapię. Po przeprowadzce do Dublina praktycznie zapomniałem o tym że miałem AZS. Trudno powiedzieć co jest najważniejsze, czy to klimat, czy brak jakiegoś alergenu specyficznego dla Warszawy (albo Polski), a może kombinacja różnych rzeczy.

Kiedyś zastanawiałem się, co by się stało gdybym nagle wyzdrowiał, czy w ogóle przestałbym się interesować AZS? Przestałbym pisać na [forum?][1] Przestał pisać bloga? Rzeczywiście, o wiele mniej udzielam się teraz na forum i mniej się nim zajmuję, ale o AZS cały czas pamiętam. Niedawno nawet przeprowadziłem [dyskusję][2] w której [udało mi się][3] przekonać moją rozmówczynię. Była to bodaj najbardziej produktywna dyskusja w internecie w jakiej miałem okazję brać udział.

Niedawno spotkałem się ze stwierdzeniem jednej osoby na forum, które można w skrócie zapisać w ten sposób:

Od jakiegoś czasu mam pogorszenie. Leczę się, ale atopia się mnie cały czas mocno trzyma. Przyznaję, że to w dużej mierze moja wina, bo się drapię.

Wiecie, na czym polega homeopatia? Nie? W takim razie polecam wideo, w którym James Randi tłumaczy zasady homeopatii. Jeżeli wiecie, polecam je tym bardziej! Szukając w sieci informacji o tym jak się sprawuje homeopatia badana przy pomocy podwójnie ślepej próby, trafiłem na wpis w którym jest następujący fragment: Metaanaliza wielu badań klinicznych opublikowana w czasopiśmie Lancet w 2005 roku kończy się tak: “te wyniki zgadzają sie z twierdzeniem, ze kliniczne działania homeopatii to efekt placebo”.

Niedawno pisałem, że [chciałbym się mylić][1], że chciałbym żeby istniała jakaś, alternatywna bądź nie, skuteczna metoda leczenia AZS.

Załóżmy, że wśród oszustów, naciągaczy oraz „uzdrowicieli” autentycznie przekonanych co do swoich umiejętności leczenia, kryje się ktoś kto potrafi leczyć naprawdę. Jak oddzielić ziarno od plew?